Do tych dokumentów dostęp ma każdy! Ochrona danych osobowych to fikcja?

08-08-2017 | 6 wypowiedzi
|
O co chodzi?

Sterty dokumentów, zdjęcia z indeksów studenckich, prywatne zapiski. Wszystko wyglądające tak, jakby ktoś porzucił to w popłochu. To nie opis opuszczonego miasteczka po tragedii w Czarnobylu. To centrum Warszawy i nie działająca od 2016 roku, zadłużona Wyższa szkoła Almamer. Wszystko co było w środku pozostawiono na pastwę losu.

Przyjeżdżam na warszawską Wolę w samo południe. Na miejscu, gdzie znajdowała się dawniej Wyższa Szkoła Almamer zastaję... taśmy policyjne. Nie przeszkadzają one jednak wejść do środka. Widzę, jak z uczelni wychodzi jedna kobieta i, podnosząc taśmę, wpuszcza drugą. - Co dalej z dokumentami studentów? - pytam. - Są zabezpieczane - pada...

Do tych dokumentów dostęp ma każdy! Ochrona danych osobowych to fikcja?

08-08-2017 | 6 wypowiedzi
|

Sterty dokumentów, zdjęcia z indeksów studenckich, prywatne zapiski. Wszystko wyglądające tak, jakby ktoś porzucił to w popłochu. To nie opis opuszczonego miasteczka po tragedii w Czarnobylu. To centrum Warszawy i nie działająca od 2016 roku, zadłużona Wyższa szkoła Almamer. Wszystko co było w środku pozostawiono na pastwę losu.

Przyjeżdżam na warszawską Wolę w samo południe. Na miejscu, gdzie znajdowała się dawniej Wyższa Szkoła Almamer zastaję... taśmy policyjne. Nie przeszkadzają one jednak wejść do środka. Widzę, jak z uczelni wychodzi jedna kobieta i, podnosząc taśmę, wpuszcza drugą.

- Co dalej z dokumentami studentów? - pytam.

- Są zabezpieczane - pada odpowiedź.

Sprawdzam to... i szybko okazuje się, że "zabezpieczanie" dokumentów to fikcja. Wchodzę do starszej części budynku. Nikt mnie nie zatrzymuje, nie ma żadnych zabezpieczeń. Wewnątrz znaleźć można wszystko - materiały dydaktyczne, rozwiązane testy studentów i ich dokumenty.

- Indeks studenta na ulicy znaleźliśmy - mówią mi pracujący obok na budowie męzczyźni. Po chwili dodają, że znaleziska są dużo bardziej makabryczne. - Trupa tam (w budynku - przyp. red) znaleźli!

Przecieram oczy ze zdumienia. Ciężko mi w coś takiego uwierzyć. Ponoć zwłoki leżały kilka tygodni.

- Tylko głowę mu było widać! Przysypany był! - opowiada ochroniarz sąsiedniej budowy.

O całą sytuację postanowiłem zapytać kogoś, kto tam studiował. Udaje mi się zdobyć kontakt do Magdaleny Igły. Była studentka jest wręcz przerażona.

- Osoby, które tam (w budynku - przyp. red.) były mogły zobaczyć jak wyglądam, gdzie mieszkam... - mówi Magdalena Igła.

Po wizycie w szkole dowiaduje się, że sprawą zainteresował się Główny Inspektorat Ochrony Danych Osobowych. Ponoć inspektorzy przeprowadzili kontrolę na budynku, w którym znajduje się nieobjęta żadną ochroną dokumentacja przebiegu studiów oraz akta osobowe pracowników. Trwają przesłuchania świadków i próby naprawienia sytuacji. Uczelnia ma kontaktować się w sprawie odbioru zabezpieczonych dokumentów przez słuchaczy... Ponoć, bo jestem tam kilka dni po wizytacji GIODO i  zastany widok przeczy jakimkolwiek kontrolom. Odbiór dokumentów? Na razie cisza.

- Absolutnie żadnej informacji nie otrzymałam! - relacjonuje Magdalena Igła.  - Ani mailem, ani telefonem, którego nie zmieniałam od 10 lat. Żadnego sygnału ze strony uczelni nie otrzymałam, że jest taka sytuacja i że dokumenty można sobie odbierać.

Na razie byli studenci udostępniają na portalach społecznościowych filmy, gdzie widać, jak myszkują w poszukiwaniu swoich dokumentów. Na własną rękę, bo tej pomocnej nikt im nie chce wyciągnąć. Obietnice GIODO póki co są puste, w przeciwieństwie do korytarzy opuszczonej uczelni.

 

Nagraj swoje zdanie
Pozostałe tematy
Zobacz o czym wcześniej rozmawialiśmy
Tematy
Zobacz o czym wcześniej rozmawialiśmy